środa, 1 lipca 2020

Naga prawda, wstęp

Post o takim tytule miał się ukazać w poniedziałek, 29.06. Ukaże się później, bo czas u mnie intensywny, ale warto na niego poczekać... ;)

Niech małym przedsmakiem będzie zdjęcie pożyczone od Jeffa Forstera, które ilustruje przepiękny tekst, tylko po angielsku, a ja nie mam obecnie czasu, żeby go przetłumaczyć.

Źródło: oficjalna strona Jeffa Fostera na FB, post z 21.06.2020

I jeszcze takie smaczki, żeby Ci się, Świecie, nie dłużyło czekanie ;). Ciekawe, na który z nich masz chęć...










Pięknego tygodnia, pełnego odważnych, nagich prawd, Świecie. Kocham Cię. 

 P.S. Na YT ukazała się lipcowa prognoza pogody energetycznej Lee Harrisa - na razie tylko po angielsku, ale zaglądaj na jego polską stronę (Lee Harris Polska), tłumaczenie powinno być niedługo.  

Także Honorata Nothdurfter na YT podaje prognozy astrologiczne dla każdego znaku zodiaku na lipiec. Lubię Jej słuchać.

wtorek, 23 czerwca 2020

Dzień Taty

Tato.. temat w moim życiu  niełatwy. Tato...słowo, które zawsze oznaczało dla mnie tęsknotę, nieobecność, niemożność, wielką miłość i, pewnie dlatego, wielki ból. Gwałtowne emocje, bunt, złość, niechęć, nienawiść. A przede wszystkim wielką, niezaspokojoną tęsknotę. Małą porcję kolorowych wspomnień, dużą filiżankę łez. I tęsknotę. Ale o tym już wspomniałam, prawda? O tęsknocie. 

Kocham Cię, Tato. Dziękuję Ci, Tato, za dar życia, bo uwielbiam żyć. 

Jeszcze do wczoraj trudno  mi było wymienić za co jeszcze Mu dziękuję. Palców jednej ręki spokojnie by wystarczyło do policzenia. Naprawdę. Bo jakoś za ból, rozczarowanie, zawód i inne takie nie umiem szczerze podziękować. Nawet gdybym się starała i chciała być bardzo rozwinięta duchowo. 😏
Podziwiam Matta Kahna, który pisząc w swojej najnowszej książce ("Wszechświat ma zawsze plan") o własnych doświadczeniach z rodzicami, znajduje w sobie tyle miłości i miejsca na dziękowanie za bolesne przeżycia. Ja nie umiem.
 
A jednak, dzisiaj, mój kochany Tato, którego od siedmiu lat nie ma już na ziemskim planie, dał mi - pewnie z okazji swojego święta - prawdziwy dar miłości. 

Zrozumiałam bowiem (idąc do domu mokrą od deszczu ulicą, z zakupami z ryneczku!) że ból spowodowany naszą relacją, który czułam i wciąż zdarza mi się czuć, który często mnożył się i odtwarzał w innych moich związkach, był i wciąż bywa Kochającym Strażnikiem i Drogowskazem prowadzącym mnie do mojego własnego serca!!! 
Gdyby nie ten ból cały czas chciałabym korzystać z innych serc, wykorzystywałabym innych ludzi do zapewniania mi komfortu uczuciowego.
To oczywiście nie znaczy, że nie chcę być kochana przez innych. Jasne, że chcę. Chcę kochać i być kochana. Uwielbiam to uczucie. Lecz nie za wszelką cenę. Nie na każdych warunkach. Nie za utratę honoru i szacunku do siebie. Nie z litości. Nie wyrzekając się siebie. Kiedyś tak bywało. 

I wiesz co, Świecie, nadal nie umiem dziękować za ból. Ale okazało się, że kryje on w sobie dar. 

Mój Tato rozpakował dzisiaj dla mnie ten prezent i pokazał mi coś, czego nie byłam w stanie dostrzec przez te wszystkie lata aż do teraz. Zupełnie nowy świat. Lśniący od łez wdzięczności jak od rosy. Jasny i lekko różowy jak letni świt. Świat zbudowany z Sensu i Miłości.

Bardzo Cię kocham, Tato. Dziękuję Ci z całego serca. Za ten ból.  


To wszystko jest prawda. To wszystko dzisiaj się wydarzyło. Idę teraz na spacer. Z Tatą. 

niedziela, 21 czerwca 2020

Akceptacja - magia przesilenia

Codziennie piszę w swoim dzienniku "poranne strony". Kto nie wie co to takiego, odsyłam do Julii Cameron i jej książki "Droga Artysty". Mówiąc w największym skrócie jest to forma przelewania na papier strumienia świadomości, bez cenzury, bez kontroli, oddawanie głosu nie tylko wewnętrznemu artyście, ale wszystkim częściom nas, które pragną być zobaczone, usłyszane.
Pisałam wczoraj (w sobotę, 20.czerwca) min. o akceptacji. O czymś, co zaakceptować mi trudno - ha!, zobacz, Świecie, co napisałam 😊:  "trudno mi zaakceptować".  To prawie jak być "trochę w ciąży". Albo się coś akceptuje albo nie, prawda? Wszystkie stopnie pośrednie, to daremne próby umoszczenia się z jakąś rzeczywistością, z którą nie bardzo nam po drodze. Temat, o którym pisałam towarzyszy mi w życiu dość długo i ani tak, ani siak, zmienić się nie chce :). Natomiast wywołuje we mnie masę różnych emocji, takich z którymi jest miło i... wręcz przeciwnie. Wiedząc, że sama tego orzecha nie rozgryzę, zawołałam Wszechświat i, oczywiście grzecznie 😊, zleciłam mu tę sprawę. 

Minęło parę godzin i aktualności fejsbuka poinformowały mnie, że niejaki Matt Kahn zamieścił nowy post. Zajrzałam. I kto by pomyślał? O akceptacji. Jak ja kocham tę magię życia! 

A skoro doszliśmy piechotą do lata, do przesilenia, do wianków, kwiatu paproci, magii i świętowania, mam nadzieję, że ten tekst będzie i dla ciebie radosnym prezentem na tę nową porę roku.

[post oryginalny

   "Być może brakującym elementem samo-akceptacji jest zaakceptowanie tego, że są takie części, których nie możesz zaakceptować. Aspekty życia, które z założenia istnieją po to, żeby być z natury nieakceptowalne.  Więc jeśli i kiedy podchodzisz do nich z doraźną dawką akceptacji, takie nieznośne części  stają się tylko jeszcze bardziej nieznośne,  żeby wydobyć z ciebie najbardziej autentyczną reakcję, zamiast „poprawności duchowej” i podtrzymywania jakiegoś duchowego konceptu.  Aby odkryć  prawdziwą samoakceptację  dostajesz okazje do akceptowania tego co jest, łącznie z zaakceptowaniem faktu, że istnieją rzeczy, które są i pozostaną nieakceptowalne – niezależnie od tego na ile sposobów będziesz się im przyglądał. Oznacza to, że samoakceptacji nie można wykorzystać jako sposobu kontrolowania swojego stanu emocjonalnego lub pozbycia się dyskomfortu.  

   Chociaż dla dowolnego stopnia perfekcjonizmu to może być dość szokujące, ulgę niech niesie ci świadomość, że nie musisz niezmordowanie pracować, żeby akceptować te rzeczy, których po prostu nie możesz zaakceptować. To, samo w sobie, jest dużo głębszym poziomem akceptacji. Gdy do tego dojdzie, z nieba nie spłynie na ciebie żadna kara - jedynie dary spokoju, pogody ducha, pełni oraz harmonii dla uczczenia twojej gotowości i chęci zaufania szczerości twojego osobistego doświadczenia. Jeżeli coś ma być w pewnym momencie zaakceptowane, wydarzy się to nieoczekiwanie dzięki łasce, a nie w wyniku jakichś starań.

   Akceptacja tych części, które nigdy nie będą akceptować czegoś, co leży poza ich ograniczonym postrzeganiem jest kluczowym składnikiem kultywowania bezwarunkowej miłości. Wszystko po to, abyś mógł być najbardziej wspierającym rodzicem dla swojego niewinnego serca. To tak jakby mieć dziecko, które odmawia zaakceptowania czegoś o sobie, podczas gdy jego mądry opiekun obejmuje je, szanuje i kocha w trakcie ich wspólnej podróży. Wiedząc, że to dłonie losu zmieniają każdą perspektywę w rezultacie tego, co przeżyłeś, a nie jest to kwestia tego, jak umiejętnie próbujesz kontrolować  czy zarządzać swoim zachowaniem.  Przechodząc od jednego poziomu uświadomienia do kolejnego, proszę, bądź dla siebie łagodny.  Odpowiedzi są o wiele mądrzejsze niż potrzeba robienia wszystkiego w określony sposób  i poprawnie. 

   Nawet w odniesieniu do obszarów społecznych, jest to akceptowanie istnienia rzeczy nieakceptowalnych, które budzą bohatera w ludzkich sercach, żeby zrobić krok naprzód i współtworzyć nowe rzeczywistości, które są bardziej do zaakceptowania i odpowiadają potrzebom, aspiracjom oraz spełnieniu wszystkich."

[Ach ten Matt! Każde zdanie to perełka, prawda?]

  
Źródło:oficjalna strona FB Matta Kahna





Niech to będzie udany tydzień, Świecie. Kocham Cię. I wyjątkowo, we wtorek, w Dzień Ojca, ukaże się nowy post. Zapraszam! 💙💛💚