niedziela, 19 lipca 2020

Matt, Jeff i goście

[post ten zaczęłam pisać ponad tydzień temu, potem była przerwa...]


Właśnie jestem w trakcie zajęć z Mattem. Ich tytuł: Love heals all, czyli miłość wszystko leczy.  Miały odbyć się w Minneapolis a, z wiadomych powodów, dzieją się online. Matt w swojej ulubionej kraciastej koszuli siedzi przed mikrofonem i kamerą w pokoju swojego mieszkania. Za nim, półka z książkami ułożonymi według kolorów okładek. Jako miłośniczka książek, przesuwam po nich wzrokiem i nagle dostrzegam... dwa egzemplarze "Najważniejszej odpowiedzi", I tomu zbioru wykładów Matta wydanych po polsku! 😊 Ot, mały polski smaczek w Seattle.

Porusza mnie i wzrusza przekaz Matta. On sam też wygląda na poruszonego. Mówi mianowicie o...po prostu byciu człowiekiem, z całym dobrodziejstwem i całym ciężarem naszego człowieczeństwa. O tym, że dzisiaj, w nowym paradygmacie wymiaru, w którym zaczynamy właśnie funkcjonować,  nie mamy w sobie niczego do naprawiania, pozbywania się, przekraczania, odcinania, zmieniania, żeby w końcu mieć te wysokie wibracje, żeby wreszcie być w  "połączeniu" i zrobić wszystko jak należy, a wtedy ten wielki niebieski Rodzic będzie zadowolony, nagrodzi nas i nareszcie da nam to, co chcemy.... Zresztą, dobrze wiesz, Świecie, o czym mówię. Każdy, kto jest na ścieżce duchowej dłużej niż parę dni, dobrze wie co mam na myśli.
Ale już nie musimy w ten sposób pracować nad sobą ani się starać. Dlaczego? Bo jesteśmy (i zawsze byliśmy) pełnią i światłem. Nie musimy tego osiągać ani zdobywać. Fakt, nie każdy z nas to wie, nie każdy czuje. To nic. Każdy w swoim tempie budzi się i obudzi na tę świadomość. A ponieważ Życie jest architektem całego procesu, nie można go ani ponaglić, ani powstrzymać. To dobra wiadomość.

Jak pielęgnować świadomość światła i pełni? Najkrócej mówiąc- kiedy tylko możesz, błogosław, módl się, wyrażaj intencję. 
Jeśli obserwujesz w sobie, na świecie, w swoim otoczeniu coś, co wyraża spełnienie i dobro-stan; błogosław to życząc, by się mnożyło, by było udziałem wszystkich.
Kiedy masz do czynienia z czymś, co wyraża dysharmonię, dysonans, uruchamia w tobie emocje, powiedz; Dziękuję Wszechświecie, że właśnie to uzdrawiasz. (Pamiętasz? Doświadczanie to uzdrawianie). Albo; Niech ...X(to coś)... powróci do Źródła. Możesz też powiedzieć do tego czegoś; pozwalam ci przejść. [Jakbyś był bramą, przez którą ta energia czy emocja przechodzi w drodze do swojego domu.] Jesteś bezpieczny/a, możesz wrócić do Źródła. Albo; niech ta osoba będzie błogosławiona wszystkim, czego pragnie jej serce. Albo, użyj swoich własnych słów dla pobłogosławienia danej sytuacji czy ludzi. Jesteś światłem, więc wiesz co powiedzieć.

Pamiętaj także, że zawsze gdy coś idzie nie tak, nie układa się po twojej myśli, nie wygląda dobrze, coś ci się nie udaje wewnętrznie czy na zewnątrz, to w tym także kryje się większy plan, i dzieje się to celowo, jest potrzebne, bo właśnie w ten sposób coś się uwalnia, uzdrawia, integruje. A Ty zyskujesz doświadczenie, niezbędne do zrobienia następnego kroku w Twojej podróży.
Czasem dowiemy się co i o co chodzi, a czasem nie. I to też jest w porządku. Bo zmiana tak czy owak się dokonuje.


I jeszcze coś, na co Matt bardzo zwraca uwagę -  podstawą miłości, świadomości jest uczciwość i prawda. Co właściwie na jedno wychodzi. Jeśli jesteś uczciwy wobec siebie, wobec tego, co czujesz i czego doświadczasz, prawdę masz jak na dłoni. A wtedy stajesz się wolny. I wcale nie chodzi tu o najwyższą ostateczną Prawdę, ale o prawdę chwili, o prawdę Twojego przeżywania, odczuwania i doświadczania. 

Nie zawsze jest to doświadczenie, o które nam chodzi. Nie zawsze jest nam z nim wygodnie.  
Wtedy jednak ( i zawsze, kiedy tego potrzebujesz) możesz, kładąc dłoń na klatce piersiowej (albo i nie, jeśli warunki na to nie pozwalają), powiedzieć do siebie:

Kocham cię. Wszystko w porządku. Wszystko będzie dobrze. Zawsze wszystko było w porządku. Jestem przy tobie. Dlaczego? Bo cię kocham. Wszystko w porządku. Wszystko będzie dobrze. Zawsze wszystko było w porządku. Jestem przy tobie. Dlaczego? Bo cię kocham. 

Powiedz to tyle razy, aż poczujesz jak coś w twoim sercu łagodnieje, odpręża się, wycisza. 
Będziesz czuł.


[...minęło kilka dobrych dni, przeniosłam się z Minneapolis do Austin :) a Matt zdążył opuścić Seattle i przeprowadzić się do środkowego Oregonu]

Wysłuchałam całych zajęć, prawie pięć godzin intensywnego przekazu. Ciągle i wciąż zachwyca mnie i wzrusza precyzja, inteligencja Życia. Wiem, wiem, pisałam o tym już kilka razy, ale to nieustannie robi na mnie wrażenie. Słucham Matta, potem z jakiegoś powodu przestaję, potem mija jakiś czas, coś się wydarza, wracam w którymś momencie do słuchania i co? Ano to, że kochany chłopak mówi coś, co jest idealnym komentarzem do tego, co miało miejsce pomiędzy jednym słuchaniem a drugim. 

W ostatni piątek i sobotę, Matt prowadził wykłady, które miały odbyć się w Austin, już ze swojego nowego domu. Pięknie mówi. Pokazuje perspektywy, na których umysł nie bardzo umie się zawiesić, natomiast dusza wygrzewa się w nich jak w ciepłym, popołudniowym słońcu.
Słuchałam wykładu z pierwszego dnia leżąc na łóżku, ot takie niedzielne leniuchowanie, i choć szczerze mówiąc, nie powtórzyłabym ani jednego słowa, to czułam jak po skroniach płyną mi łzy a moje serce jakby miało ramiona i miękko je otwierało. Błogie uczucie. 

Pozostanę z tym, a dla Ciebie, Świecie mam jeszcze inny rytm. Rytm Jeffa Fostera [dziś bardziej rockowy w porównaniu z soulowym brzmieniem Matta;) ], o którym możesz przeczytać TUTAJ oraz TU . Lubię go, bo jest autentyczny, zbuntowany, nie chrzani się i pisze piękne wiersze oraz eseje. 
Ta kobieta w czerwonej sukience z mojego wcześniejszego posta była ilustracją do tekstu, którego tłumaczenie zaraz zamieszczę. Lubię takie teksty, lubię ich przekaz. Z nim wiąże się też pewna historia, wciąż tu nie napisana :). 
A zatem:


PO PROSTU POKAŻ MI, DO CHOLERY, SWOJE SERCE. 
„Przejawiaj wszystko, czego pragniesz!”
„Wyglądaj 10 lat młodziej!”
„Przeżywaj swoje najlepsze życie!”

Wszyscy, od najmłodszych lat, byliśmy uczeni, żeby ukrywać i przeinaczać aspekty naszego człowieczeństwa, po to, by zadowalać innych, zdobywać miłość, uznanie i strzec siebie przed porażką, wyśmianiem oraz psychologiczną śmiercią.
Wszyscy jesteśmy, w mniejszym lub większym stopniu, świetnie wyszkolonymi aktorami.
Dopóki się nie obudzimy. To nie jest żaden osąd. To jest stan człowieka. 

Spójrz, oto  idole i idolki naszych czasów! Te nieskazitelnie wymalowane i wyretuszowane twarze. Te idealnie umięśnione i wyrzeźbione ciała, bez śladu tłuszczu, cellulitu, niczego, co przypominałoby nam o śmiertelności, chorobie, zagubieniu, samotności, fizycznym rozkładzie. Idealny okaz zdrowia, doskonale opanowane umiejętności, promienny uśmiech i pozytywne nastawienie. Wymodelowane włosy na głowie i twarzy, szare i białe usunięte, wszystko rozjaśnione, ufarbowane, ogolone, skrócone i przycięte, od niechcenia modne, seksowne bez jakichkolwiek starań, żeby być sexy, wszystko transmitowane w czasie rzeczywistym, obraz pt. „rzeczywistość”.
Musisz zrozumieć: zewnętrzne piękno wcale nie jest żadnym pięknem - jest brzydotą i lękiem - gdy jest używane do maskowania naszego autentycznego bólu, tłumienia prawdziwego wewnętrznego spustoszenia, skrywania naszej płochliwości. 
Tylko w naszym spustoszeniu znaleźć można nasze prawdziwe piękno i tożsamość, tylko w naszej ciemności i dążeniu do światła można poznać nasze najgłębsze człowieczeństwo. Złamane serce, pokazane bez wstydu – do diabła, nawet pokazane ze wstydem, a co mi zależy - jest najwspanialszą rzeczą ze wszystkich. 
Nasze mankamenty i ułomności, nasza wściekłość i rozpacz, nasze zwiotczenia i wałeczki tłuszczu, nasze pryszcze i suchość w ustach, nasze drżące ręce i trzęsące się brzuchy, nasze mdłości i palące poczucie winy, nasze pieprzyki i znamiona oraz tęsknota za kontaktem, połączeniem - żaden retusz, żadna seksowna poza, żaden nowy garnitur, sukienka, perfumy czy fryzura nie są w stanie poprawić tej pieprzonej boskości, uleczyć naszej niezagojonej traumy ani przywrócić nam pełni.
 
Nie osądzam wizerunku ani świata zewnętrznego - to wszystko jest grą Boga, w końcu to wszystko jest jej dziełem sztuki i jej radością. Nawet wizerunek jest święty i nie zrozum mnie źle, ja też uwielbiam bawić się pozorami, uwielbiam udawać, że zmieniam kształty tego świata i robię rzeczy przyjemne dla oka i ucha. 
Ale mówię ci, przyjacielu, nawet jeśli stworzysz najpiękniejszą zewnętrzną formę i nawet jeśli jesteś kochany i podziwiany za doskonałą prezentację „siebie”, oraz budujesz na tej prezentacji swój sukces i szczęście, zdobywasz milion obserwujących, zdobywasz kochanków, sponsorów oraz nagrody za tę swoją postać, nadal będziesz czuł się w środku opuszczony, zagubiony, pozbawiony Boga i fałszywy.
 Jeśli twoja samoocena zostanie powiązana ze starannie zbudowanym obrazem siebie i jeśli zapomnisz, kim naprawdę jesteś, i jeśli zatracisz się we własnej prezentacji oraz aprobacie „innych”, twój sukces wcale nie da ci poczucia sukcesu, twoja praca w końcu cię wyczerpie, a twoje piękno zamieni się w brzydotę i wkrótce będziesz chciał umrzeć, będziesz chciał rozwalić wszystko, co zbudowałeś, unicestwić piękno, będziesz chciał znieczulić to wszystko różnymi substancjami i dodatkową pracą, i zapomnieniem, co byłoby wielkim wstydem, ponieważ jesteś zdolny do wielkiej uczciwości, jesteś przeznaczony do czegoś bardzo szlachetnego i godnego, a w środku jesteś taki piękny, naprawdę jesteś. 

Najbardziej lśniące i nabrzmiałe usta, najmocniej napięte mięśnie, najbardziej elastyczne naoliwione kończyny we wszystkich jogicznych i tantrycznych pozycjach.  Pozy wyglądające na swobodne a przyjmowane z wysiłkiem, służące temu abyśmy wyglądali od niechcenia atrakcyjnie. Najnowsze trendy w diecie i modzie. Doskonale sformułowane inspirujące cytaty o szczęściu, zdrowiu i wyższych poziomach świadomości. Nauki o pozytywności i oświeceniu oraz wiecznej radości, błogości i miłości. Wszystko to brzydkie, puste i odpychające dla duszy, jeśli nie jest przesycone autentycznym ludzkim bólem, przesiąknięte wściekłością i miliardem niewypłakanych łez osieroconego dziecka, tworzone w pocie, smrodzie i cierpieniu całych lat gorączkowej wewnętrznej kampanii na rzecz prawdy, karmionej silną, niemal erotyczną nostalgią za Bogiem.


Zdejmij, teraz, swój kostium, przyjacielu.
Zetrzyj makijaż. Spal scenariusz.

Przytyj. Załóż byle co. Zapomnij o swojej własnej filozofii.
Zakwestionuj wszystko, co wiesz.
Nie dbam o twój wizerunek.
Po prostu pokaż mi, do cholery, swoje serce.


- Jeff Foster 


I to by było na tyle, drogi Świecie. Spieszę jeszcze z post scriptum, a tymczasem życzę Ci takiej melodii tygodnia, której najbardziej pragniesz. 
Kocham cię. 

P.S. 
Jutro, tzn. 20.07.2020 mamy nów i kolejny tydzień, o którym ciekawie mówi Honorata. Na astrologii się nie znam, ale zawsze usłyszę coś, co rozumiem :D. 





Ponadto ukazał się Lee Harris po polsku, o tutaj :)




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza